Rękodzieło w oczach naszych Babć i Mam

20:37


Szycie urodzinowych prezentów dla mojej Babci zrodziło kilka przemyśleń. Ciekawa jestem Waszego zdania. 

Od jakiegoś czasu mam zagwozdkę dotyczącą definicji rękodzieła i próbuję dociec jego genezy i fenomenu. Zastanawialiście się kiedy tak naprawdę rękodzieło osiągnęło rangę taką, jaką ma dziś? Obecnie jest w modzie, jest cenione (czasem wręcz pożądane), a bycie rękodzielnikiem daje Ci + 100 punktów wartości do Twojej osoby, nieważne na jakim poziomie jesteś. Często, kiedy ktoś mnie poznaje i dowiaduje się, że szyję robi wielkie oczy i patrzy na mnie jakbym umiała co najmniej ujeżdżać dzikie konie na stepach, a przecież umiem coś, co kiedyś było naturalną podstawą! 

W zasadzie przecież robię coś ZWYKŁEGO. Babcie szyły, dziergały, haftowały, ozdabiały swój świat i nie stosowały chwytliwych dziś terminów "handmade" czy "rękodzieło". A dziś? Dochodzi do paranoi i sytuacji, że Pani X wystawia na sprzedaż kocyk  (uściślę: 2 zszyte prostokąty) trąbiąc, że to jest HANDMADE - moja Mama i Babcia nawet pewnie by nie wpadły na to, by to rękodziełem nazwać, a ja odczuwam tylko żenadę. 

Kiedy szycie urosło do rangi boskich umiejętności? Zauważ, że większość z nas ma/miało w domu maszynę do szycia po kimś z rodziny. Większość osób, które widzi stare stoły maszyn wspomina od razu jak za dzieciaka fajnie było się pobujać na pedale albo snuje wspomnienia widoku pochylonej Babci czy Dziadka. Kiedyś maszyna była w prawie każdym domu, jak dziś chociażby odkurzacz. Nie chodziło o to, by szyć cuda - szyło się zwykłe, codzienne rzeczy. W latach młodości mojej mamy - latach 70-tych, 80-tych szycie dawało wolność wyglądu i niezależność od ubogiego asortymentu w sklepach i drogich ciuchów w Pewexach. Raczej nikt nie mówił, że jest rękodzielnikiem. Ostoją cudów rękodzielniczych były Cepelie.    

Rozmawiałam jakiś czas temu z Mamą na temat lumpeksów i okazało się, że to wcale nie taki stary wynalazek! Kiedyś, w zasadzie do końca lat 90-tych, ciucholandów nie było, a moja Mama i Babcia szyły sobie ubrania same. Tanimi ubraniami handlowało się na rynkach i na targach. Pamiętam jak w dzieciństwie chodziliśmy z Mamą po ciuchy na giełdę czy na różne straganiki. Nagle w latach 2000 świat zaczął gonić, zaczęły powstawać centra handlowe - zaczęło brakować czasu, a dostęp do ubrań na każdą kieszeń zaczął się powiększać - szycie sobie naturalną koleją rzeczy przestało być opłacalne i szkoda było na nie czasu (to przecież dość czasochłonne zajęcie). 

Zestaw, który uszyłam Babci 

Wszyłam Babci metki i zastanawiałam się: w zasadzie po co? Moja Babcia nie wie czym jest internet. Dla niej nie ważne jest, że dostała zestaw z metką "Joanka Z." - to jest zwykła rzecz, którą dostała od swojej wnuczki. Nie piała z zachwytu nad każdym ściegiem, nie pytała skąd udało mi się zdobyć takie materiały - powiedziała tylko, że przecież nie musiałam, że mam tyle innych rzeczy do roboty! Kiedyś dawałam jej laurki, teraz mogę dać jej coś innego i cieszę się, że nadal mogę dawać jej rzeczy zrobione własnoręcznie, a dla niej to znak, że poświęciłam jej z sercem czas.

Może to jest też wina rynku i kreowania potrzeb? Maszyny do szycia były na początku konstruowane tak, by umiała skorzystać z nich każda kobieta. Miały maksymalnie 2 ściegi, przy pomocy których można było obszyć całą chałupę i rodzinę. Dzisiejszy rynek oferuje tak bardzo rozbudowany sprzęt, że szycie wydaje się strasznie trudną umiejętnością, dostępną tylko dla najkreatywniejszych umysłów, a przecież to nieprawda! Przy odrobinie chęci każdy mógłby uszyć taką prostą torbę innej osobie i dać jej radość!

***

Fakt odnowy rękodzieła jako sztuki "ponadrzemieślniczej" jest niezaprzeczalny, ale kiedy i jak tak naprawdę się zaczął? Stanowczo nie za czasów mojej Babci, za czasów mojej Mamy zaczął się kształtować, by wykrystalizować się na moich oczach w tym zabieganym, szalonym świecie. Śmiem sądzić, że kluczem do bycia rękodzielnikiem jest CZAS. Czas, aby się szkolić, czas, który możesz (nie musisz - możesz dobrowolnie) poświęcić na coś rozwijającego, co już teraz nie jest konieczne do przetrwania. Posiadanie hobby jest dziś odskocznią, aby nie zwariować. W przypadka wielu z nas hobby to właśnie szycie, co jest bardzo pocieszające! W zasadzie bycie rękodzielnikiem - czyli wg mnie: kreatywnym rzemieślnikiem - to w sumie luksus i oznaka tego, że ten czas dla siebie masz! Według mojej Mamy kiedyś ludzie mieli więcej czasu, i właśnie dlatego więcej robili sami. Dziś wiele osób dziwi się, że moja Mama ma czas, aby wymyślać i robić dżemy z własnoręcznie zebranych owoców i że ją to cieszy! To przecież też jakaś forma rękodzieła, wpisująca się w dzisiejsze trendy eko- i slowlife, prawda? ;)

CDN

Co myślicie na ten temat? Z chęcią poznam Wasze zdanie!
Joanka Z. 


Kochani do jutra (czwartku) można głosować na Szyciowe Blogi Roku
Jeśli uważasz, że ten blog mógłby nosić taki tytuł - zagłosuj: KLIK :)





You Might Also Like

21 komentarze

  1. Bardzo fajny post :) Taki... socjologiczny? Coś innego, a wciąż w temacie...
    No i masz rację - to było kiedyś coś zupełnie normalnego, a tu nagle urosło do takiej rangi... W sumie nie wiem, czy to dobrze, czy źle... Co przeważa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie chyba dobrze, bo stało się bardziej twórczą dziedziną. Aczkolwiek samo określenie wydaje mi się dość często nadużywane.

      Usuń
  2. Trzy wieku temu, rzemieślnicy, tacy jak kowale, cieśle, krawcy,szewcy należeli do najniższych klas społecznych. W Hiszpanii wierzono, że pracwnicy wykonujący ręczne prace tracili swój status społeczny. Ludzie niechętnie podejmowali zawody związane z rzemliosłem , jak również niechętnie korzystali z ich usług. W 1783 ówczesny król Hiszpanii wydał dekret królewski, który traktował o tym, iż rzemieślnicy tacy jak szewcy, kowale czy stolarze są uczciwi i honorowi, i że korzystanie z ich usług nie jest poniżające.często przekazywane było z rodziców na dzieci, czy też młodzieńcom którzy pomagali, ucząc się rzemiosła
    które stało się bardziej skomercjalizowane w połowie XVIII wieku. Wówczas zaczęto tworzyć magazyny, i sprzedawać rękodzieło na różne obszary.Pod koniec XIX w. Tradycyjne rzemiosło ręczne zostało przekształcone na uprzemysłowioną produkcję w fabrykach

    Pod koniec XIX wieku produkcja obuwia została przekształcona z tradycyjnego rzemiosła ręcznego w uprzemysłowioną produkcję w duższych fabrykach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hiszpania Hiszpanią, ale my tu mamy Polskę i XXI w. ;) Co do niechęci korzystania z czyiś usług - wątpię, jeśli ktoś potrzebował podkuć konia to szedł do kuźni, nie miał wyjścia czy chciał czy nie chciał - musiał. Rzemieślnicy od początków cywilizacji, nie tylko 3 wieki temu, nie tylko w Hiszpanii (ba, w starożytności nawet najwięksi artyści byli tylko rzemieślnikami!) mieli niską rangę (nie biorę pod uwagę rękodzielników na dworach możnowładców), a zawód był przekazywany z pokolenia na pokolenie, w niektórych przypadkach i do naszych czasów. Rękodzieło wszelkiej maści rzeczywiście zostało wyparte przez fabryki, ale to nie znaczy, że znikło, a wręcz z wróciło ze zdwojonym poczuciem wartości w ruchu Arts & Crafts Movement na przełomie XIX i XX w. Rękodzieło było zawsze i będzie tylko zastanawiam się kiedy podejście do niego zmieniło się w naszej świadomości, a nie w papierowych regulacjach.
      A odnośnie szewców to też ciekawa sprawa - ich nie nazywa się potocznie rękodzielnikami, a przecież powinno, prawda?

      Usuń
  3. Faktycznie kiedyś pewne umiejętności to było coś zwykłego, normalnego a teraz każdy się dziwi że się chce poświęcać czas, zwłaszcza gdy nie jest się emerytką a osoba dwudziestoparo czy trzydziesto -letnią, na zrobienie czegoś co można kupić. Szyć niestety nie potrafię, ale czasami słyszałam "nie szkoda Ci czasu na dzierganie swetra, robienie własnych przetworów czy pieczenie ciasta, to takie babcine zajęcie". Ale z drugiej strony była pewna doza zazdrości i podziwu rezultatów tych "babcinych" zwyczajnych umiejętności właśnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Skojarzyło mi się z hasłem: "nie jesteś za młoda, aby dziergać?" ;)

      Usuń
    2. Na takie hasło odpowiadam niezmiennie że jestem za stara żeby bezczynnie siedzieć przed telewizorem czy komputerem i tyć podjadając :)
      A odnosząc się jeszcze do posta, kiedyś każdy miał w domu akcesoria do szycia a dziś... ostatnio koleżanka chciała koszulkę syna wyrzucać bo się zepsuła w czasie zabawy, czyli guziki się dwa odpruły, jak powiedziałam żeby dała igłę z nitką to się je w minutę doszyje, zrobiła wielkie oczy że takich sprzętów nie posiada...

      Usuń
  4. Anonimowy22/3/17

    Ten post to ciekawy temat do zgłębienia dla jakiegoś młodego socjologa :) Mam wrażenie, że we wspomnianych latach 70/80 pewne umiejętności były powszechniejsze ale i szacunek do ręcznie wykonanych rzeczy był większy niż obecnie. Aktualnie odnoszę wrażenie rozczłonkowania jaźni u pewnych osób, jeśli ma się jakieś umiejętności rękodzielnicze to każdy "znajomy" chciałby coś dla siebie najlepiej za darmo, a z drugiej strony dziwi ich fakt takiej "straty czasu. I jest jeszcze kwestia tych którzy swoje "tzw. wyroby handmade" (słabej jakości i byle jak wykonane, jak te wspomniane zszyte dwa prostokąty) sprzedają za kosmiczne sumy i które ktoś kupuje, a na przeciwnym biegunie zdziwienie wysokimi cenami naprawdę dobrymi jakościowo i starannie ręcznie wykonanymi rzeczami bo cytuje "w sklepie coś takiego (z produkcji masowej) można za kilkadziesiąt złoty kupić". Brakuje wiedzy i pewnej "kultury" handmade, doceniania czasu jakiego tego typu hobby wymaga.
    Pozdrawiam Ana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafne spostrzeżenia, zgadzam się z Tobą, Ana. Może to, że te umiejętności były powszechne sprawiało, że ludzie mieli świadomość ile o kosztuje i wymaga czasu i że np. uszycie marynarki to nie takie" hop-siup", robota od ręki? Kiedyś w szkołach były zajęcia ZTP, a teraz przychodzą do mnie znajomi z pytaniem jak przyszyć guzik, bo nie mieli gdzie tej prostej wiedzy nabyć. I chyba rzeczywiście dobrze wyczułam ten punkt związany z czasem :)

      Usuń
  5. Mama z Babcią robiły na krośnie takim oooogromnym (bo ja byłam bardzo malutka i nawet nie wiedziałam do czego to), był jeszcze pęknięty kołowrotek i drzwiczki za którymi jeszcze przed moim istnieniem piekli chleb, 'umiejętność' robienia na drutach dla nich to coś takiego naturalnego, dziadek wyplatał koszyki wiklinowe. W sumie te wyplatanki i na krośnie były by sobie dorobić.
    Jakoś tak jest że mówisz że sama to zrobiłaś to ludzie wytrzeszczają oczy ze zdumienia jakby chcieli powiedzieć ' to tak można samemu'wywołuje się porudzenie i niedoważanie jakby się nie wiem co stało. Z drugiej strony to bardzo miło i ciepło się na sercu robi że nie zapominamy o tym co robili/zajmowali się poprzednie pokolenia. A z drugiej stromy tak jak było wspomniane, że do chodzi do sytuacji (chyba) absurdalnych jaki przykład ja widziałam; osoba bierze żenień zakłada koraliki i masz rękodzieło - dla mnie trochę tu coś nie gra. Fajnie że ktoś coś sobie robi ale DIY a rękodzieło blisko leży ale jednak 'troszkę' coś innego. Jakiś fenomen ludzki jak szybko ludzie przestali robić sami i jak szybko do tego wrócili.

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy22/3/17

    Zabawny tekst:) pytasz kiedy to powszechne "lewe"i"prawe" szycie nabrało znamion tego(!) Rękodzieła?? Zapewne wtedy, kiedy nastała moda na nereczki, kocyczki, podusie itp, czyli wtedy, kiedy okazało się ze na tych bzdetach można zarobic :):) piszesz tekst pod publiczkę, znam cię z tych różnych bakaliowo wypierdzianych zlotów, zarabiajacych na was, rękodzielnikach- o ironio :):) kiedy z miną kota siedzącego na żerdzi, dumnie prezentowałaś swe rękodzieło, oklepane, zerżniete.. A! Nie! Wzór na nere zainspirowany podmuchem wiatru w polu :):) silisz się na tym blogu niemiłosiernie na coś co ma poruszyć masy a tobie dać z tego tytułu wymierne korzyści, ale słabo było, jest i będzie :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo do swojego zdania - ja się nie zgadzam z ani jednym Twoim stwierdzeniem i zastanawiam się po co tu zaglądasz skoro jest słabo - nie szkoda Ci cennego czasu? ;)

      Usuń
    2. Anonimowo zawsze łatwiej pojechać po kimś...

      Joanko, bardzo wartościowy tekst, dzięki.

      Usuń
    3. Anonimowy24/3/17

      W zwiazku z powyższym anonimowy wpisem pojawia się w mojej głowie jedno, niestety czasem bardzo pomocne, słowo: dziadostwo!

      Joanko! Pisz proszę często, twórz i ciesz się tym, że możesz na codzień zajmować tym co kochasz.
      Dzięki Twojemu blogowi odkurzylam maszynę do szycia i znow czesciej szyję.

      A nerki uszytej przez Ciebie używam codziennie!

      Pozdrawiam!
      AniaZ

      Usuń
  7. Czytałam ostatnio książkę "Mundra" - wywiady z położnymi z różnych pokoleń. Bardzo zaskoczył mnie fragment, w którym jedna ze starszych położnych mówiła, ze gdy przyjęto dziewczynę do szkoły dla położnych to te dziewczyny dostawały wykroje na fartuchy medyczne. Czyli to była zupełna normalka, że w domu jest maszyna, ktoś w domu umie szyć i tej dziewczynie fartuch po prostu uszyje. Dziś to nie do pomyślenia, po pierwsze, żeby w ogóle fartuch szyć bo są dostępne i różnorodne, a po drugie, żeby studentce wręczać wykrój, z którym pewnie nie miałaby pojęcia co zrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy23/3/17

    Moja mama jest krawcową, babcia wyszywa, szyje, robi na drutach i na szydełku. Napatrzyłam się na to wszystko w dzieciństwie i ich umiejętności wydają mi się czymś normalnym, naturalnym. Dzisiaj jeśli potrzebna mi jest bluza na rower, kapa na łóżeczko czy skarpety na zimę to po prostu siadam i robię. Nie wiem, czy też tak myślisz Joanko, ale wydaje mi się, ze dzisiaj ludzie trochę zapomnieli ile mogą zrobić własnymi rękami. I że żeby coś posiadać, to wcale nie muszą tego kupić. Co do definicji rękodzielnika... Mam koleżankę, która tka wczesnośredniowieczne krajki na nieużywanych już prawie tabliczkach czy bardku, dzierga na igle i przędzie na wrzecionie. Tym właśnie dla mnie jest rękodzielnik. Osobą, która przywraca życie prawie zapomnianym rzemiosłom, pomagając nam zachować kontakt z przeszłością. Kiedy szyję czy dziergam cieszę się, że mogę stworzyć coś własnymi rękami, ale najbardziej cieszy mnie myśl, że robię to samo co kiedyś moja mama, babcia, prababcia i te wszystkie osoby z poprzednich pokoleń... Myślę, ze nie powinniśmy zapominać ile możemy zrobić własnymi rękami. I nie marnować ich potencjału!

    OdpowiedzUsuń
  9. No fakt, kiedyś każdy miał maszynę, ja mam nawet jeszcze taką jak na zdjęciu, i działa ;D choć bez stolika. Pamiętam jak Mama szyła jakieś rękawiczki kuchenne na tzw. akord jak była na wychowawczym, no oczywiście jakieś spódniczki też się znalazły ;) co do lumpeksów to były również w latach 90., przynajmniej u mnie w mieście takie już istniały, jak również (może to nie centra handlowe, a ich protoplaści) Domy Handlowe. Fajny pościk w sumie Ci wyszedł ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Rękodzieło - ci co nie uprawiają mają często wielkie oczy, że ktoś obok może. Dlaczego? Bo łatwiej i szybciej jest kupić. Na nic nie mamy czasu (bo ciągle gdzieś się pędzi, coś trzeba załatwić) a rękodzieło go wymaga. Zapomnieliśmy jak to przyjemnie zrobić coś własnymi rękami - wyręczają nas inni i technologia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś te wszystkie umiejętności były po prosu koniecznością. Wiekszość odzieży, pościeli, chodników, serwet, kap robiło się w domu. Niektórym kobietom to sprawiało przyjemność, dla innych to była przykra konieczność. Tzw. gotowizna czyli odzież w sklepach nie była tak ogólnie dostępna. Ale dla większości kobiet, które prowadziły gospodarstwo domowe stanowiło duże odciążenie, w związku z tym z radością porzuciły te dodatkowe a nielubiane czynności. W momencie kiedy kobiety powszechnie zaczęły pracować zawodowo i nadal to one obarczone były obowiązkami domowymi, nie bawiły się w ręczne robótki czy szycie jeśli nie musiały.
    Teraz umiejętność dziergania, szycia czy filcowania to hobby a zdeterminowane szczęściary potrafią to zamienić w sposób na życie. I dobrze, że tak jest. Możliwość wyboru to w każdej, nawet w dziedzinie rękodzielniczej forma wolności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy25/3/17

      Ja się dopisuję do komentarza Anki480 - to nic dziwnego, że nasze babcie i mamy szyły, skoro w sklepach nie było w zasadzie niczego. Ja się bardzo cieszę, że mogę sobie coś uszyć, fajnie mieć coś niepowtarzalnego i samodzielnie zrobionego. Ale równie mocno cieszę się z tego, że to tylko jeden z moich wyborów i że nie jestem zmuszona do obszywania całego domu i rodziny.

      Usuń
  12. Dokładnie warto trochę przystopować, rękodzieło jest wspaniałą formą rozwijania pasji i talentów.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad!

Uprzejmie uprzedzam, że wszelkie komentarze wystawiane przez firmy, będące próbą podbicia pozycjonowania swojej strony będą kategorycznie usuwane. Lubię swojego bloga, lubię grzyby, nie lubię pasożytniczych hub!

Facebook

INSTAGRAM

Subscribe