Coś ty narobiła?!

21:47

- Ja? Nic!
- No właśnie.




Tym razem na-wa-li-łam. Jak co roku obiecałam sobie, że zacznę wcześniej i jak co roku usiadłam do prezentów za późno. I jak zwykle się tu wyżalam ;) Już nieraz pokazywałam Wam to, co udało mi się uszyć w ostatnim momencie. Jestem totalnie skończonym mistrzem działania na ostatnią chwilę i lubię tą adrenalinę balansowania na ostatniej prostej. Maksymalne skupienie, cukier, kofeina i daję radę. Tym razem jednak przegięłam po całości i spasowałam. Oprzytomniałam i uznałam, że zamiast dzień przez Wigilią gnać na złamanie karku po prostu się wyśpię. Co prawda brak worów pod oczami oznaczał brak wora prezentów, ale dojechałam do rodziców z uśmiechem i luzem, a o to przecież chodzi!

Ograniczyłam się do totalnego minimum i uszyłam bratu prostą poduszkę. Materiał kupiłam dwa miesiące temu - nie mogłam się oprzeć temu szczerzącemu się do mnie wesoło sushi! Mój brat jest kucharzem - jak tu się powstrzymać? Po mojej wyprowadzce z domu zagarnął mój pokój wraz z poduszkami. W kilka chwil przygotowałam mu kartę przetargową, ha!


I Tata. Jest pistacjożercą i w zasadzie niewiele poza pistacjami daje mu równą pełnię szczęścia. Uszyłam mu worek z juty mieszczący 1,5 kg radości i namalowałam na nim orzechy.   


A takie miałam plany! Czego ja nie chciałam zrobić dla mamy, braci, bratowej, przyjaciół... Figa z makiem. Za dużo chcę, za mało z tego wychodzi - stąd wynikło kilka wyzwań w ramach postanowień noworocznych, które przedstawię Wam w kolejnym poście. Nie mogę przecież wyjść na marudę skoro w rzeczywistości się nie użalam na głos i gonię wszystkich, gdy tylko bezpodstawnie zaczną to robić. Czas wyzwać siebie na pojedynek!

Jak tam Wasze Święta? Mam nadzieję, że udało Wam się zatrzymać i po prostu ucieszyć ulotną chwilą:)

Joanka

You Might Also Like

11 komentarze

  1. ehhh u mnie podobnie chociaż szycie udało mi się ogarnąć ciut wczesniej niż w zeszłym roku i każdy dostał coś HandMade :), nawet zamówiłam kalendarze z własnymi zdjęciami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja przy Tobie jestem małą pchełką :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Małe a cieszy :)bo od serca

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja akurat zdążyłam z prezentami, ale nie robiłam ich od zera jak Ty ;) Piękna poduszka i świetny pomysł z workiem dla taty! jak znajdziesz chwilkę, zapraszam z kubkiem kawy do poczytania postów na littlejaneinthetram.blogspot ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj skąd ja to znam.. też wiele chcę , ale ze mną jest jeszcze gorzej :) ostatnio dodałam post 14 października :P
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  6. Uff, jak fajnie, że nie ja jedna mam problem z prokrascynacją :) Też zawsze wszystko na ostatnią chwilę. W tym roku w związku z tym, prezenty kupowałam. Zdążyłam tylko uszyć okładkę na kalendarz dla mamy. A planów też miałam całe mnóstwo. I też mam w związku z tym plany na Nowy Rok :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też zawsze wszystko odkładam na ostatnią chwilę i nie zawsze się to kończy happy endem. Większa dość chyba tak ma z tym planowaniem ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Hah! Szewc bez butów chodzi, a handmade-owiec bez handmade-owych prezentów ;) Ja zamiast robić prezenty, robiłam zakupy i gotowałam Wigiline potrawy. Coś za coś :) W przyszłym roku prezenty w październiku będę szyć, bo grudzień i listopad zupełnie nie obfituą w przestrzeń czasową w moim przypadku :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Idealny wpis - ja się uspokoiłam, że nie jestem jedyna, a Wy możecie sobie ze mną pomarudzić :) A tak serio to w tym roku nawet nie mówię sobie "spoko, za rok zdążysz" i chyba też po prostu nastawię się na zakup prezentów (najwyżej jak będę miała nadmiar czasu to się mile zdziwię ;) )

    OdpowiedzUsuń
  10. No to się nie spodziewałam :-) myślałam że takim szyciowym guru jak tobie to się nie zdarza. Spoko, nie jesteś jedyna. Ja wszystko uszyłam na czas prócz...sukienki na Wigilię. Szyłam jeszcze w Wigilię przed wyjazdem w przerwach na przekładanie ciast i gotowania gara zupy gulaszowej dla 18osób na drugi dzień świąt. Aż mój przytomny mąż "delikatnie" dał mi do zrozumienia żebym naszykowała sobie ubranie dla siebie z tego co mam. Choć ja ciągle myślałam że jeszcze godzina i skończę ale po przymiarkach okazało się że jest sporo zwężania i i i już miałam dość:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze musi być ten pierwszy raz ;) Oj znam to myślenie "spokojnie,na pewno zdążę,jeszcze 10 min". Jak widać czasem musimy niestety się opamiętać w tych naszych rękodzielniczych zapędach ;)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad!

Uprzejmie uprzedzam, że wszelkie komentarze wystawiane przez firmy, będące próbą podbicia pozycjonowania swojej strony będą kategorycznie usuwane. Lubię swojego bloga, lubię grzyby, nie lubię pasożytniczych hub!

Facebook

INSTAGRAM

Subscribe