Idę i idę.... i idę, czyli o bojkowych przygodach słów kilka.

20:20

Sztuka Bojków jako źródło inspiracji w świetle współczesnej sztuki użytkowej. Tak, to byłby ładny tytuł pracy magisterskiej. Ale niech Was ten wstęp nie przestrasza, bo tu "tylko" o breloczki chodzi! Nie takie zwykłe, oj nie :) Przed wyjazdem na urlop dostałam zamówienie na wykonane lisków i niedźwiadków, mających pełnić rolę przywieszek do kluczy w świeżo wybudowanym pensjonacie "Bojkowa chata" w Smereku. Właściciele są zapalonymi miłośnikami bieszczadzkiej fauny (częstymi gośćmi chaty są przyjazne lisy :D ) oraz sztuki Bojków i w tym klimacie utrzymali wnętrze chaty. Zwierzaczki miały zostać ozdobione wzorami bojkowskich haftów. Bieszczady były mi dotąd totalnie obce, a co dopiero mówić o sztuce ich ludów! Z nikłą wiedzą na jej temat wyruszyłam na przygodę, postanowiwszy, że zajmę się tematem po powrocie. Szczęście chciało, że czuwający nade mną palec boży popchnął mnie przez przypadek do Sanoka... 

Zaczęło się od Tatr. Nie... zły początek. To były najlepsze wakacje życia - zbyt banalnie... Wyruszyłam w podróż stopem... stanowczo mam problem z rozpoczynaniem, bo chcę pisać o Bieszczadach! Zacznę tak: mój urlop był skończenie szaloną podróżą. Wyruszyliśmy w ciemno, bez planu, wyposażeni w najważniejsze rzeczy, aby przeżyć 2 tygodnie w każdych warunkach pogodowych. Był jeden konkret: zaczynamy podróż od schroniska na Hali Kondratowej. A dalej planowaliśmy wszystko z dnia na dzień w zależności od tego, gdzie się obudziliśmy. Tułaliśmy się po polskiej i słowackiej stronie Tatr, jedząc na zmianę kabanosy i krówki, wędrując z kijami. Kto by pomyślał, że stamtąd złapiemy stopa... w Bieszczady? Pchnęło nas przez Solinę, dzikie dzicze i lasy pełne błota, paproci oraz jarzyn, aż do jagodowych połonin w Ustrzykach Górnych. Tytuł posta to tak naprawę nasza przygodowa dewiza - czasami naprawdę szliśmy przez kilkanaście godzin, nie widząc końca. I szliśmy dalej. Podróżując po raz pierwszy w życiu po bieszczadzkim cyplu Polski trafiliśmy do Sanoka, gdzie sztuka Bojków stanęła przede mną otworem!


W Sanoku znajduje się ogromny skansen etnograficzny. Nie  mam pojęcia jak i kiedy wyrył się w pamięci ten fakt (tym bardziej, że z Sanokiem nie miałam nigdy jakiś szczególnych skojarzeń poza Beksińskim), ale jedno jest pewne: przykurzył się w głowie mocno i zaktualizował w dobrym momencie. O tym, że jest to największy skansen tego typu w Polsce, jeden z największych w Europie, że prezentuje sztukę Podkarpacia i Karpat - przeczytacie w Internecie. Jakiś czas temu opisałam Wam pokrótce Park Etnograficzny w Wygiełzowie. Porównując: sanocki skansen powalił mnie na łopatki. Na ogromnym terenie rozpościerającym się na polach i leśnych górkach umieszczono ponad 100 budynków (!) prezentujących rozwój budownictwa poszczególnych grup etnicznych Bieszczad: Bojków, Łemków, Pogórzan i Dolinian. Rozmach w ilości i różnorodność budynków pozwolił na stworzenie całych mini-wiosek z młynem, wiatrakami, budynkami sakralnymi. Ba! Zrekonstruowano nawet cały XIX-wieczny rynek wielkości boiska, cały otoczony budyneczkami usługowymi i mieszkalnymi! Możemy zobaczyć starą remizę, wstąpić na pocztę, odwiedzić krawca. Możemy też wejść do apteki i... kupić sobie produkty zielarskie czy pszczelarskie. Nie dość, że część budynków jest zabytkowa i ma pełne zabytkowe wyposażenie to jeszcze pełnią one rolę sklepików! Nie mogłam się oprzeć, aby w deszczowy dzień nie kupić nam w XIX-wiecznej piekarni świeżych, ciepłych jagodzianek! 

Szczerze polecam zwiedzanie z przewodnikami. Szybko pożałowaliśmy, że nie wybraliśmy tej opcji, bo tylko oni mogli wpuszczać zwiedzających do budynków. Mimo, że podczas wyjazdu mieliśmy naprawdę złą pogodę to nawet ulewa nie powstrzymała nas, aby spędzić tam pół dnia biegając od chałupy do chałupy i rozmawiając z bardzo, bardzo uprzejmym personelem: panią z apteki, krawcową czy Żydem, kręcącym katarynką na środku rynku. Polecam, naprawdę polecam!     


Połonin, lasów, klimatu gór nie będę opisywać - to trzeba poczuć. Po powrocie i zachłyśnięciu się duchem Bieszczad stworzenie breloczków było jeszcze większą przyjemnością. Detale postanowiłam malować ręcznie, bo pędzel lepiej leży mi w dłoni niż igła i mulina.


Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaprosić Was w Bieszczady, do Bojkowej Chaty (klik) i chwycić za klucz do pokoju z takimi oto breloczkami :) 

To nie koniec zwierzątek na ten tydzień!

Pozdrowienia,
Joanka

You Might Also Like

25 komentarze

  1. wow! namówiłaś mnie na ten skansen ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ala jak kiedyś będziesz w tych okolicach wpadnij koniecznie!

      Usuń
  2. Anonimowy30/9/14

    Bojkowa chata w Smereku a nie Smerku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widać, że pierwszy raz w Bieszczadach byłam ^^ Dzięki za uwagę!

      Usuń
  3. Anonimowy30/9/14

    A jagodowe połoniny to raczej nie Ustrzyki Dolne :-)
    W skansenie byłam, też jakieś pół dnia tam mi "zleciało", a zwierzątka śliczne. I jeszcze ten malowany z pietyzmem wzorek - miodzio...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać, że jestem człowiekiem morza i mam problem z topograficzną górą i dołem ;) Dziękuję za uważną lekturę - poprawiłam. Dziękuję za miłe słowo odnośnie wzorów. Dla ciekawostki dodam, że ornamenty na misiach mieszczą się w kwadracie o wymiarach 1,5x1,5 cm :)

      Usuń
  4. Czuć tu emocje, dla których nie przewidziano słów w słownikach. Zazdroszczę przygody! Następnym razem zapraszam do Nowego Sącza aby pozwiedzać tamtejszy skansen i miasteczko galicyjskie. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Tych okolic Polski nie mam zbadanych i na pewno będę o skansenie pamiętać :) Dziękuję za wskazówkę!

      Usuń
  5. Wspaniałe wakacje a breloki nie pozostaje nic innego jak zagościć i trzymać w ręku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam gorąco! Sama wiem, że wrócę tu jeszcze nie raz. Poza tym skansen jest na tyle świetny, że chciałabym go zobaczyć o każdej porze roku ;)

      Usuń
  6. cudowne breloki! byłam w tym skansenie dwa lata temu ( w okropnym upale z dwojgiem dzieci), byłam podobnie zachwycona. Ludzie wspaniali- do dziś pamiętam jak dostaliśmy butelkę wody i swojskie jabłka na drogę :}
    zostawiłam serce w Bieszczadach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje ułożyło się obok :)

      Usuń
  7. Zakochałam się w brelokacha! Skanseny uwielbiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajowe zwierzaki :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super breloki! To byłby ekstra sposób na wykorzystanie resztek materiału, które wiecznie zalegają w szafie, no bo szkoda wyrzucić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, najważniejsze to kreatywne podejście! :)

      Usuń
  10. Jako małe dziecko jeździłam z rodzicami na wakacje pod namiot do Leska, ale średnio to pamiętam. Jednak od zeszłego roku wraz z moją rodzinką zaczęliśmy po trochu eksplorować Bieszczady - małymi kroczkami, weekendowymi wyjazdami. Dopiero teraz zaczynam się coraz bardziej zachwycać pejzażem. A breloczki są odjazdowe ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś jest na rzeczy, że do niektórych miejsc trzeba dojrzeć, wtedy odkrywa się je zupełnie inaczej :)

      Usuń
  11. Też myślałam o Bieszczadach w tym roku, ale wyszła Jura i Pieniny, ale Twój post jeszcze bardziej mnie utwierdza w przekonaniu, ze trzeba będzie tam pojechać! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba, trzeba, warto! Mnie nigdy nie ciągnęło w Bieszczady, wydawały mi się tylko większymi górkami z łąkami, trochę jak górki oliwskie tylko wyższe. Ale się myliłam! ;)

      Usuń
  12. Anonimowy12/10/14

    Jaka szkoda, że nie widziałam, że będziesz w moim mieście :( Od wakacji goszczę na Twoim blogu i jestem oczarowana tym, co robisz... Byłoby mi miło Cię poznać osobiście. Pozdrawiam z Sanoka.
    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to bardzo miłe! A co do Sanoka - sama nigdy bym nie pomyślała (nawet dzień przed przyjazdem), że w nim wyląduję ;) Piękne miasteczko, na pewno tam wrócę! Pozdrawiam znad morza :D

      Usuń
  13. To musisz jechać do Nowego Sącza i porównać:) A typ rekonstrukcji skansenu jest nieco inny- arcynaturalnie sytuowano budynki w terenie ale oprócz tego budynki względem siebie.Jest też równie ładne miasteczko galicyjskie :) Sanok piękny - ale porozrzucany przypadkowo. To potwierdzają przewodnicy w obu miejscach.
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dopisałam Nowy Sącz do listy tym bardziej, że Szyjnia też polecała powyżej :) I my kręcąc się między budyneczkami mieliśmy wrażenie, że są trochę na siłą pozestawiane. Może określenie "na siłę" nie jest trafne, ale rzeczywiście czuć, że te budynki są wyrwane ze swojego otoczenia i wstawione gdzieś indziej. Jeszcze sporo skansenów przede mną - oko musi się lepiej opatrzyć :D Dzięki za wskazówkę!

      Usuń
  14. Zakochałam się w Twoim blogu. Niesamowite masz pomysły, ta kreatywność. Uwielbiam własnoręczne cuda i taka wszechstronnść. Jeżeli pozwolisz. Umieszczę Twój blog w moich ulubionych ;p

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad!

Uprzejmie uprzedzam, że wszelkie komentarze wystawiane przez firmy, będące próbą podbicia pozycjonowania swojej strony będą kategorycznie usuwane. Lubię swojego bloga, lubię grzyby, nie lubię pasożytniczych hub!

Facebook

INSTAGRAM

Subscribe