Macarons... Jedliście już te kolorowe i delikatne migdałowe beziki?
Chęć na macaronsy chodziła za mną od października. Podczas pobytu w Paryżu widziałam ich tysiące w setkach odcieni: od żółtych, przez zielone, czerwone po niebieskie. Nie miałam jeszcze pojęcia co się kryje za tą makaronową nazwą (do dziś w sumie nie widzę związku, ale makaronizmy są ostatnio w językowej modzie, więc posłusznie przyswoiłam sobie tą nazwę) i z ciekawością wlepiałam się w kolejne witryny i niemalże wgryzałam się w szyby. Chciałam je spróbować, ale były tak k....... drogie, że w końcu myśl o zjedzeniu ich jakoś naturalnie wyparowała mi z głowy.
Chęć na macaronsy chodziła za mną od października. Podczas pobytu w Paryżu widziałam ich tysiące w setkach odcieni: od żółtych, przez zielone, czerwone po niebieskie. Nie miałam jeszcze pojęcia co się kryje za tą makaronową nazwą (do dziś w sumie nie widzę związku, ale makaronizmy są ostatnio w językowej modzie, więc posłusznie przyswoiłam sobie tą nazwę) i z ciekawością wlepiałam się w kolejne witryny i niemalże wgryzałam się w szyby. Chciałam je spróbować, ale były tak k....... drogie, że w końcu myśl o zjedzeniu ich jakoś naturalnie wyparowała mi z głowy.
Pamięć o macaronsach wróciła niedawno. Ogromnego smaka narobiły mi siostry z Bublowni, a także TEN genialny tutorial na uszycie macaronsowych pudełek, które zaparły dech w piersiach niejednej kobiecie.
Znalazłam, powzdychałam, zachciałam, zrobiłam :)


Smakowicie wygląda, prawda?:) Trochę ręcznego dłubania, ale przyjemność warta poświęcenia jednego wieczoru. W sumie nie jestem fanką tego typu pierdołek, a już tym bardziej rzeczy różowych i "słitaśnych" (ugh!), ale nie mogłam się oprzeć:) Poza tym pierścionek zaręczynowy aż się prosił o sprezentowanie mu godnego domku, więc jak mogłam odmówić mu takiej słodyczy?
Żeby ostatecznie zaspokoić swoją macaronsową żądzę postanowiłam upiec te słodkości. Przepis znalazłam tutaj. Sprawdziłam i polecam! Macaronsy rzeczywiście są tak smaczne i słodkie na jakie wyglądają:) I do tego proste w wykonaniu (dla mnie to kluczowa sprawa!).
(Zdjęcia moich czekoladowych "wypieków" tu nie wkleję, bo wyglądają jak zlepione bobki xD - są a fb;P)
(Zdjęcia moich czekoladowych "wypieków" tu nie wkleję, bo wyglądają jak zlepione bobki xD - są a fb;P)
![]() |
| Paryż 2011, fotorelacja TU:) |
xoxo
Joanka

Jakie to śliczne!! Podziwiam taka "dłubaninę" na którą mnie nie starcza cierpliwości. Prześlicznie Ci to wyszło, naprawdę sama słodycz :) I dzięki za sprawdzony przepis na macaronsy - może kiedyś wypróbuję :)
OdpowiedzUsuńPiękny te "pudełeczko", wygląda słodko jak ciasteczko :)
OdpowiedzUsuńA pierścionek zaręczynowy, moja Droga, to niby czemu chcesz nosić w pudełku? :>
Kurczę... Też się na nie czaję od pewnego czasu :D Ale za cholerę nie wiem po co by mi było to maleństwo... Może jeszcze wymyślę. W każdym razie idealnie Ci wyszło i pierścionek świetnie się w nim prezentuje. Choć podejrzewam, że na palcu jednak lepiej ;)
OdpowiedzUsuńUrocze ciacho. Nie wiem ile już jesteś zaręczona ale jeśli to świeża sprawa to ogromne gratulacje :)
OdpowiedzUsuńJoanka jakie to puzderko piękne. Zakochałyśmy się!!!!!! Prze prze przecudne. My uwielbiamy takie "słitaśne" pierdoły ah... no i te macaronsy:D bomba! A i gratulacje z okazji pierścionka tzn. zaręczyn :D Pozdrawiamy :)
OdpowiedzUsuńmacaron do torebki - idealne żeby schować biżuterię na trening- takie zastosowanie wpadło mi intuicyjnie do głowy (wiecznie gubię kolczyki na siłowni). A pierścionek na rękę :)
OdpowiedzUsuńŚwietny pomysł na schowanie biżuterii na basenie czy w klubie sportowym, szkoda tylko że szyć nie potrafię. :)
OdpowiedzUsuńJa tam uważam, że każda kobita ma szycie wpisane w genach;)
UsuńDzięki za miłe komentarze:)
OdpowiedzUsuńOd razu prostuję: zaręczneni jesteśmy od ponad 3,5 roku, więc sprawa nie jest aż tak świeża, ale i tak dziękuję za gratulacje;D Od tamtego momentu pierścionek i tak swoje już przeszedł. Frodo by pewnie więcej z niego wycisnął, ale dzięki mnie mój skarb ma za sobą m.in. taplanie w farbie olejnej, terpentynie i złmanie w pół, więc wolę trzymać go w pudełeczku (niestety...). I tak dobrze, że udało się go odratować!:)
No to gratuluje cierpliwości hahahahaha :) niezły staż narzeczeński. :)
UsuńDziękuję:)
UsuńChyba nie przestaniesz mnie zaskakiwać dziewczyno !!!
OdpowiedzUsuńmam taką nadzieję:)
Usuńmwahahaha, tekst o zlepionych bobkach mnie rozlozyl na lopatki! nadal sie smieje :) sluchaj, nie kazdemu bobek wrogiem, ja np sie nie brzydze i bym chetnie zobaczyla Twoj wytwor kulinarny :P :P :P btw, niezla robota z tym dynksem szwalniczym na pierscionek - wyglada na dopieszczony!
OdpowiedzUsuńMoje dzieło kulinarne można obejrzeć na fb;P Ano dopieściłam:) Sporo dłubania jest przy nim, ale to raczej kwestia cierpliwości niż trudności:)
UsuńZrobię, zrobię ciasteczkowego makaronsa, dużo znaczy się- tylko nie wiem czy wyjdą w moim piekarniku który nagrzewa się do max. sam. Pudełeczko śliczne i te kropki i ekspresik ładny i ile roboty bo perfekto wyszło.
OdpowiedzUsuńCiasteczek nie komentuję, bo mogłabym zacząć błagać o wysłanie kilku. Za to ten "słitaśny" drobiażdżek jest perfekcyjny!!!
OdpowiedzUsuńŚwietnie to wygląda. Już miałam się spytać co dałaś w środek, ale dopatrzyłam, że to duży guzik. Mój zaręczynowy pierścionek leży w szufladzie, bo jest na mnie za duży. :)
OdpowiedzUsuńNie to nie guzik:) Zamiast tych metalowych blaszek użyłam zwykłych kartonowych krążków + krążki z filcu po stronach zewnętrznych, aby nie były za płaskie:)
UsuńTo jednak nie dla mnie, za mało jestem cierpliwa.
UsuńAAAAAAAAAAA!!! Cudo:D Nie mogę oderwać oczu!!!!!
OdpowiedzUsuńPrzemyślałam sprawę...najpierw pomyślałam sobie, że nie wezmę się za robienie takiego cuda choć powaliło mnie na kolana...ale potem przypomniałam sobie jak zgubiłam na jakimś wyjeździe dar rocznicowy od mojego męża, bo ciorał się gdzieś po kątach jak szłam spać ..no i decyzja zapadła -> zrobię sobię :)
OdpowiedzUsuń:D Trzymam kciuki! Wskazówka: zamiast tych metalowych blaszek, co są w tutku, użyłam zwykłych kartonowych krążków + krążki z filcu po stronach zewnętrznych, aby ciasteko nie było za płaskie:)
UsuńŚliczności:)
OdpowiedzUsuńSłodziutkie:)
OdpowiedzUsuńpo prostu ślicze i slodkie makaroniki - jedyne na jakie można sobie pozwolic, gdy się człowiek próbuje odchudzić....
OdpowiedzUsuńAle dopracowane! Łał! Chylę czoła, bo wiem ile to dłubania przy takich drobiazgach :)
OdpowiedzUsuńWOW! Pewnie całość ręcznie robiona, bo jak tam maszyną zakręcić?
OdpowiedzUsuńTak jest, ręczna robota:) Maszyną za Chiny by nie dało rady;D
UsuńMacaronowe pudełko wygląda ślicznie. Szalenie mi się podoba, zwłaszcza, że jest w kropeczki.
OdpowiedzUsuńDziękuję wszystkim jeszcze raz:)
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że się tego podejmiesz :) Mistrzowskie wykonanie :) Ale musiałaś się nadziubać.
OdpowiedzUsuńTwój makaronik jest smakowity i przepiękny i ma tylko jedną kalorię ;D
OdpowiedzUsuńDoskonały. Zazdroszczę. Z pewnościę czegoś takiego nie zrobię :P
Jeszcze lepiej: nie ma w ogóle kalorii! Więcej: robiąc go można kilka kalorii spalić!:D
UsuńMisterna robota. Cóż mogę jeszcze dodać? Przyłączam się do zachwytów. No i , że ręcznie można tak ładnie uszyć...Super:)
OdpowiedzUsuńPomysł jest genialny, a wykonanie także zachwyca. Piękne, choć moim zdaniem trochę taki 'bibelot', bo za dużo zastosowań to nie ma. Lecz słaba użyteczność i tak nie odbiera uroku :)
OdpowiedzUsuńD.
Zgadzam się w 100%:)
Usuńzobaczyła powzdychałam i pozazdrościłam zdolności
OdpowiedzUsuńps. zaproszenie dla Ciebie czeka u mnie :)
Też nie jestem fanką takich nieco mało użytecznych przedmiotów, ale te tkaninowe ciasteczka są genialne! Odkąd przeczytałam i zobaczyłam zastanawiam się do czego można by je użyć...w końcu znajdę zastosowanie a wtedy to już na pewno zrobię przynajmniej jedno :) Super Tobie wyszło :)
OdpowiedzUsuńDzięki;) Myślę, że można je też fajnie wykorzystać jako pudełko-prezent na inny mały prezencik dla kogoś:)
UsuńWow.... genialne, pierwszy raz takie coś widzę :) i strasznie mi się spodobało :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie na wiosenne candy: http://prostolinijnosc.blogspot.com/2012/03/wiosenne-candy.html
Nawet nie wiesz jak zazdroszcze.
OdpowiedzUsuńZapraszam no mojeso bloga dopiero zaczynam.
czasem potrzeba człowiekowi coś słodkiego i słitaśnego:) różowo-biały drobiażdżek cudnie się prezentuje, rozwesela i wpędza oglądających w zachwyt:)
OdpowiedzUsuńoj chce taki chce:)
Dziewczyno, genialnie Ci to wyszło :)
OdpowiedzUsuńDziękuję:)
Usuńrany! jakie u Ciebie cuda sowie są! nie mogę się napatrzeć=))) wspaniałości! masz talent!
OdpowiedzUsuńDzięki;D Wkrótce zagoszczą tutaj nowe sowy i matrioszki, więc zapraszam do odwiedzin:)
OdpowiedzUsuńSama mam ciągoty do dłubanek i potrafię doszywać na aplikacjach elementy 0.5cm x 0,5 cm, ALE... pod warunkiem, że to się dzieje MASZYNOWO!
OdpowiedzUsuńRęczne mnie wykańcza psychicznie, a Ty takie dzieło!
...przyznam się, że z fastrygą mam problem... bo każde wkłucie igły odbieram jak karę :/
No podziwiam bardzo... podziwiam...
Serio?;) Ja z każdym kolejnym razem nabieram coraz większej pokory i szacunku do fastrygi;)
UsuńTaki śliczny i słodki drobiazg praaaaawie do zjedzenia.A pomysł świetny:*)ja zawsze odkładam kolczyki do dużego pudełeczka i troche sie nabiedzę szukając .
OdpowiedzUsuńJak dam radę to takie lukrowane maleństwo spróbuję zrobić.
Ale beziki odpadają,beztalencie ze mnie okropne:)
Pozdrawiam mniam, mniam
Dorcia
Wygląda naprawdę słitaśnie :))
OdpowiedzUsuń