piątek, 17 października 2014

Pomysł na recykilng: tablica korkowa jak nowa!

Cudownie proste pomysły przychodzą jak zwykle znienacka! Wbijając wzrok w nieużywaną tablicę korkową przyszedł mi do głowy plan, aby wpasować ją w naszą jasną i dopieszczaną kuchnię. Wystarczyła biała farba, kawał białej bawełny i....


... od razu przyjemniej, prawda? :)

Joanka

poniedziałek, 13 października 2014

Targi Seaside Fashion 5.10.2014 + zapowiedź

Jak ja lubię targi! Człowiek usłyszy zawsze taką masę miłych słów, dowie się, że kojarzy go tyyyyle osób. Co najważniejsze: człowiek uwierzy w siebie, dojdzie do nowych wniosków i chce szyć, szyć, szyć i kształcić się dalej! Dziękuję wszystkim, którzy mnie odwiedzają :) Kolejnej okazji do spotkania się spodziewajcie się w okresie przedświątecznym!

fot. urbanflavour.pl
fot. urbanflavour.pl, więcej zdjęć z imprezy: klik
fot. Malwina Jakóbczyk (MiastoKultury.pl)

A tymczasem...
Mimo, że idą zimne dni nerkowe saszetki powstają nadal! Praktyka pokazuje, że jak nerka trafnie przylgnie do biodra to pora roku nie ma znaczenia! W związku z tym codzienne przez najbliższy tydzień, począwszy od poniedziałku, o godz. 20:00 na fecebooku prezentuję Wam NOWY model nerki, który trafia od razu do stałej oferty w sklepie - KLIK.
Na pierwszy rzut poszła brązowa, kwiecista saszetka, szyta z wyjątkowej tkaniny nawiązującej do stylistyki działającego w XIX w. projektanta - Williama Morrisa. Wyglądu kolejnych możecie się domyślić patrząc na materiały ;)
nerka dostępna w sprzedaży: KLIK

Pozdrowienia,
Joanka

sobota, 4 października 2014

Witajcie w dziupli!

Dziupla - jaka może być? Mała, przytulna, ciepła. Taka też jest nowo otwarta knajpka przy sopockim "Monciaku". A mnie przypadła przyjemność uszycia poduch do tego uroczego kąta :) Pamiętacie moje ptaszki sensoryczne? To one stały się punktem wyjścia dla stworzenia dużych poduszek z aplikacjami, ale tym razem miały mieć bardziej graficzny charakter. W dziupli rozsiadło się więc na kanapach kolorowe ptasie towarzystwo: wróbel (w nawiązaniu do nazwiska właścicieli:) ), sowa, gil, sikorka, rudzik i dzięcioł. Nie mogło też zabraknąć w ptasim gronie nadmorskiej mewy! Poduchy w całości uszyte są z bawełny, filcu i lnu, co świetnie koresponduje z wnętrzem, gdzie dominują naturalne surowce. Jeśli odwiedzicie Sopot - wpadnijcie w locie do Dziupli!


I w pełnej krasie:
fot. Łukasz Unterschuetz
Pozdrowienia,
Joanka

piątek, 3 października 2014

Spotkajmy się!

Zbliża się weekend i wydarzenia z nim związane. W sobotę i niedzielę zapraszam Was serdecznie na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi. Stanowisko [DNC] będzie miało w ofercie oprócz zeszytów komiksowych również swoje keftowe maskotki (zgadnijcie kto je szył chłopakom ;) ) oraz wykonane przeze mnie nerki. Stoisko 13, Atlas Arena - w imieniu chłopaków i  swoim: zapraszamy!


Paweł wyruszył na południe z zaopatrzeniem, by się z Wami tam spotkać. Ja z kolei będę na Was czekać w niedzielę na targach Seaside Fashion w klubie Buffet na terenie gdańskiej Stoczni. Niedziela 5.10, godz. 12:00 -18:00.


Zapraszamy i do zobaczenia! 
Joanka

wtorek, 30 września 2014

Idę i idę.... i idę, czyli o bojkowych przygodach słów kilka.

Sztuka Bojków jako źródło inspiracji w świetle współczesnej sztuki użytkowej. Tak, to byłby ładny tytuł pracy magisterskiej. Ale niech Was ten wstęp nie przestrasza, bo tu "tylko" o breloczki chodzi! Nie takie zwykłe, oj nie :) Przed wyjazdem na urlop dostałam zamówienie na wykonane lisków i niedźwiadków, mających pełnić rolę przywieszek do kluczy w świeżo wybudowanym pensjonacie "Bojkowa chata" w Smereku. Właściciele są zapalonymi miłośnikami bieszczadzkiej fauny (częstymi gośćmi chaty są przyjazne lisy :D ) oraz sztuki Bojków i w tym klimacie utrzymali wnętrze chaty. Zwierzaczki miały zostać ozdobione wzorami bojkowskich haftów. Bieszczady były mi dotąd totalnie obce, a co dopiero mówić o sztuce ich ludów! Z nikłą wiedzą na jej temat wyruszyłam na przygodę, postanowiwszy, że zajmę się tematem po powrocie. Szczęście chciało, że czuwający nade mną palec boży popchnął mnie przez przypadek do Sanoka... 

Zaczęło się od Tatr. Nie... zły początek. To były najlepsze wakacje życia - zbyt banalnie... Wyruszyłam w podróż stopem... stanowczo mam problem z rozpoczynaniem, bo chcę pisać o Bieszczadach! Zacznę tak: mój urlop był skończenie szaloną podróżą. Wyruszyliśmy w ciemno, bez planu, wyposażeni w najważniejsze rzeczy, aby przeżyć 2 tygodnie w każdych warunkach pogodowych. Był jeden konkret: zaczynamy podróż od schroniska na Hali Kondratowej. A dalej planowaliśmy wszystko z dnia na dzień w zależności od tego, gdzie się obudziliśmy. Tułaliśmy się po polskiej i słowackiej stronie Tatr, jedząc na zmianę kabanosy i krówki, wędrując z kijami. Kto by pomyślał, że stamtąd złapiemy stopa... w Bieszczady? Pchnęło nas przez Solinę, dzikie dzicze i lasy pełne błota, paproci oraz jarzyn, aż do jagodowych połonin w Ustrzykach Górnych. Tytuł posta to tak naprawę nasza przygodowa dewiza - czasami naprawdę szliśmy przez kilkanaście godzin, nie widząc końca. I szliśmy dalej. Podróżując po raz pierwszy w życiu po bieszczadzkim cyplu Polski trafiliśmy do Sanoka, gdzie sztuka Bojków stanęła przede mną otworem!


W Sanoku znajduje się ogromny skansen etnograficzny. Nie  mam pojęcia jak i kiedy wyrył się w pamięci ten fakt (tym bardziej, że z Sanokiem nie miałam nigdy jakiś szczególnych skojarzeń poza Beksińskim), ale jedno jest pewne: przykurzył się w głowie mocno i zaktualizował w dobrym momencie. O tym, że jest to największy skansen tego typu w Polsce, jeden z największych w Europie, że prezentuje sztukę Podkarpacia i Karpat - przeczytacie w Internecie. Jakiś czas temu opisałam Wam pokrótce Park Etnograficzny w Wygiełzowie. Porównując: sanocki skansen powalił mnie na łopatki. Na ogromnym terenie rozpościerającym się na polach i leśnych górkach umieszczono ponad 100 budynków (!) prezentujących rozwój budownictwa poszczególnych grup etnicznych Bieszczad: Bojków, Łemków, Pogórzan i Dolinian. Rozmach w ilości i różnorodność budynków pozwolił na stworzenie całych mini-wiosek z młynem, wiatrakami, budynkami sakralnymi. Ba! Zrekonstruowano nawet cały XIX-wieczny rynek wielkości boiska, cały otoczony budyneczkami usługowymi i mieszkalnymi! Możemy zobaczyć starą remizę, wstąpić na pocztę, odwiedzić krawca. Możemy też wejść do apteki i... kupić sobie produkty zielarskie czy pszczelarskie. Nie dość, że część budynków jest zabytkowa i ma pełne zabytkowe wyposażenie to jeszcze pełnią one rolę sklepików! Nie mogłam się oprzeć, aby w deszczowy dzień nie kupić nam w XIX-wiecznej piekarni świeżych, ciepłych jagodzianek! 

Szczerze polecam zwiedzanie z przewodnikami. Szybko pożałowaliśmy, że nie wybraliśmy tej opcji, bo tylko oni mogli wpuszczać zwiedzających do budynków. Mimo, że podczas wyjazdu mieliśmy naprawdę złą pogodę to nawet ulewa nie powstrzymała nas, aby spędzić tam pół dnia biegając od chałupy do chałupy i rozmawiając z bardzo, bardzo uprzejmym personelem: panią z apteki, krawcową czy Żydem, kręcącym katarynką na środku rynku. Polecam, naprawdę polecam!     


Połonin, lasów, klimatu gór nie będę opisywać - to trzeba poczuć. Po powrocie i zachłyśnięciu się duchem Bieszczad stworzenie breloczków było jeszcze większą przyjemnością. Detale postanowiłam malować ręcznie, bo pędzel lepiej leży mi w dłoni niż igła i mulina.


Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaprosić Was w Bieszczady, do Bojkowej Chaty (klik) i chwycić za klucz do pokoju z takimi oto breloczkami :) 

To nie koniec zwierzątek na ten tydzień!

Pozdrowienia,
Joanka

wtorek, 23 września 2014

Nadeszła!


Nigdy specjalnie nie lubiłam jesieni - a teraz? Jabłka, jarzębina, kolory, ciepłe skarpety, chłód mrożący uszy i gardło na rowerze, który zalewasz z radochą ciepłym, świeżym kompotem. Szał! 

Jarzębinówka i zgroza - czosnkówka*!  

W końcu zaczynam organizować sobie świat wokół siebie. Próba pogodzenia pracy z pracą kończy się blogowym fiaskiem (jeśli zastanawiacie się nad założeniem jednoosobowej firmy przy braku rezygnacji z etatu nie łudźcie się, że życie blogowe będzie kwitnąć, oj nie nie!). Mam czas, aby się krzątać po kuchni, robić pierwsze przetwory (Mamo, chyba dorosłam! :D), przejść się na spokojnie do lasu. Lato przeszło piorunem, nie wiem kiedy. Czekam na pochmurne, ciemne wieczory, by spędzać je przy kubku ciepłego trunku -  mam Wam tysiące rzeczy do opisania i nadrobienia za dużo zaległości. 


Zaczniemy od bieszczadzkich wariacji, co Wy na to?  ;)
Joanka

* polecam na przeziębienie - leczy w jedną noc!